Stephen Gallagher – Ciała do wynajęcia

Witam ponownie.

Dziś pochylam się nad książką S. Gallaghera pt. „Ciała do wynajęcia”. Wypożyczyłam w bibliotece – kompletnie nie znałam autora, ale zaciekawił mnie tytuł. Po powrocie do domu sprawdziłam w internecie i ze smutkiem stwierdziłam, że na (według mnie najlepszym portalu o książkach) lubimyczytac.pl ocena wynosi 6,1/10. No cóż, szału nie ma.

Nie mniej jednak, ze względu na nieduży rozmiar stwierdziłam, że przeczytam. Musiałam się czasami do niej przymuszać, bo fabuła niezbyt wciągała. Była ciekawa, owszem, ale nie porywała. Sam pomysł niebanalny, rzadko trafia się na podobne wydarzenia. Wykradanie ciał, zmienianie ich kiedy zaczynają się rozkładać. Oj tak, pomysł jak najbardziej na plus.

Zmagania policjanta, jego rozterki – wszystko dobrze połączone. Czytając zastanawiałam się jak autor będzie chciał zakończyć tę książkę – ja nie widziałam innego rozwiązania niż zakończenie otwarte. Ale nic bardziej mylnego. Główny bohater poradził sobie szybko i sprawnie, jak dla mnie zbyt sprawnie.

Książka na plus. Nie jest wybitnym dziełem, ale na pewno jest nietypowa. Co do oceny – oczywiście serwis jak zwykle się nie myli. Nie mniej jednak godna polecenia ze względu na swoją, inną niż wszystkie, fabułę.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Simon Beckett – Chemia śmierci

11297744_790517301047151_660306030_n

Moje spotkanie z Simonem Beckettem rozpoczęło się od „Zapisane w kościach”. Troszkę żałowałam tego, że o losach Davida Huntera dowiaduję się w nieco nieuporządkowany sposób dlatego sama postanawiam jako pierwszą zaprezentować „Chemię śmierci”.

Ze względu na to, że poznałam autora przed tym dziełem wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Nie mniej jednak nie mogłam odmówić sobie nadrobienia zaległości i przeczytania tomu 1. Jak się później okazało, była to moja najlepsza decyzja. Ale do rzeczy.

David Hunter jest wybitnym antropologiem sądowym. Ktoś może uznać, że opowieści o zmarłych nie są niczym specjalnym. Nic bardziej mylnego. Może jestem nieco stronnicza, ponieważ lubię sceny, w których skóra zsuwa się ze zgniłego ciała lub ktoś rozszarpuje ciało na kawałki. Nie mniej jednak nie znalazłam do tej pory autora, który lepiej potrafi opisać rozkład ludzkiego ciała niż Beckett.

Co do samej książki, początek umiarkowany. Wiedziałam na co stać autora i wiedziałam też, że muszę poczekać. Miałam dużo zajęć, więc czytałam w wolnych chwilach czekając. Było warto. Liczba ofiar wzrastała, a rozwiązania zagadki nie było. Były okaleczone zwłoki i zabite zwierzęta. Im dalej, tym czytałam z większym zaangażowaniem, potrzebowałam kolejnych stron jak narkoman kolejną dawkę. I gdy już było tak blisko rozwiązania zagadki (bo przecież zostało kilka stron) ot! nagły zwrot akcji. Trzymając książkę otworzyłam oczy ze zdziwienia, ale brnęłam dalej i dalej. Emocje wzbierały na sile, gdy czytałam ostatnie strony, w duszy krzyczałam, że ona nie może tak zginąć, nie możesz jej tego zrobić! I nagle… nagle nic. Pozostał jedynie epilog, zatrzymałam się żeby ochłonąć. Nie przeczytam go, nie za to co zrobiłeś Davidowi, pomyślałam. Ale musiałam do niego sięgnąć.

W połowie epilogu otworzyłam szeroko oczy. Nie, chyba żartujesz. Przeczytałam zdanie ponownie – a więc żyje! Uff, a już miałam Cię znienawidzić! Z uśmiechem na ustach przeczytałam epilog do końca. Zamknęłam książkę i myślałam. Myślałam o tym jak bardzo można się mylić, o tym jak bliska osoba może być kimś najgorszym. Ale myślałam także o tym jakim trzeba być MISTRZEM żeby napisać coś takiego. Tak, mistrzem.

Od tamtego dnia każdemu polecam tę pozycję. Należy Ci się Simon, za te wszystkie emocje, które dzięki Tobie przeżyłam i za to co ze mną zrobiłeś. Biorąc pod uwagę twoje pozostałe dzieła potwierdzam – jesteś moim mistrzem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj